Pokaż mi swój ogród, a powiem ci... no coś tam ci powiem - Koosby

Pokaż mi swój ogród, a powiem ci… no coś tam ci powiem

Podwórka nie mam, bo mieszkam na dzielnicy, która z lotu ptaka przypomina ptaka i na której, z tego co dziś wyczytałem, wychowywał się jeden z najlepszych gitarzystów w Polsce. Ten sam, który lubił sobie posłuchać The Police, a i w temacie ptaków miałby coś do powiedzenia (google: incydent wrocławski). 

Więc nie mam podwórka, bo moje osiedle „realizuje modernistyczną koncepcję miasta-ogrodu” i zamiast swojskich podwórek, mieszkańcy mogą wypasać dzieci na małych, schowanych przed przechodniami, ogródkach. 

Niestety ogródka też nie mam, zły los napływowego mieszkańca poddasza, dlatego w słoneczne kwarantannowe popołudnia, jak na Polaka przystało, opalam łokcie na parapecie i w siateczkowej koszulce na ramiączkach zazdrośnie przyglądam się ogródkom sąsiadów. A że przeprosiłem się ostatnio z papierosami, to okazji do łypania okiem z okna zrobiło się jakby więcej. 

No i te ogródki. Sępolno jest podzielone na niewielkie kwartały o bardzo nieregularnych kształtach (co zapewne czyni z nich coś innego niż kwartały, ale kij z tym). W każdym razie wewnątrz tego czegoś, co nazywam kwartałami kryją się rzeczone ogródki. Niedostępne dla zwykłych przechodniów i kierowców śmigających codziennie do pracy dawną Adolf Hitler Strasse.  

Są takie dwa przysłowia o ogrodach. Pierwsze, ponoć chińskie, leci tak:

„Jeśli chcesz być szczęśliwy przez jeden wieczór – napij się. Jeśli chcesz być szczęśliwy przez rok – ożeń się. A jeśli chcesz być szczęśliwy przez całe życie – załóż ogród.” 

Piękne i prawdziwe. A drugie przysłowie to: 

„Pokaż mi swój ogród, a powiem ci, czy jesteś cwanym chujkiem i czy to widać z mojego okna.”

W aranżacji dzielnicowych ogródków panują bowiem różne trendy, a najbardziej zagadkowym z nich jest znikanie ogrodów. 

Najpierw ogród wymiera. Opuszczony przez właściciela, który przeprowadził się do innej dzielnicy albo (częściej) – na inny świat. A ponieważ stosunek miejskiego Zarządu Zieleni do kwestii ogródków jest dla wszystkich (łącznie z Zarządem Zieleni) zawiłą zagadką, to po roku – dwóch taki wymarły ogródek znika. 

Po czym odradza się. W obrębie parceli jakiegoś przedsiębiorczego sąsiada, który postanowił podbić bezpańską ziemię. Są ponoć jakieś przepisy, które określają maksymalną powierzchnię jednego ogródka, ale realia Sępolna w tej kwestii niewiele różnią się od realiów czasów wielkich odkryć geograficznych.

Na terenach już zaopiekowanych, a jest ich zdecydowana większość, mamy piękną galerię samowolek budowlanych, bez których trudno już by chyba dziś było sobie wyobrazić tę dzielnicę. Wygląda to trochę jak zbiór prac na konkurs pt. „Altana w mieście. Barok”.

Pół biedy, kiedy budowlę wznosi właściciel mający środki i wyczucie stylu – wtedy zdarza się że i jest na czym oko zawiesić i czego zazdrościć gapiąc się z okna. Tak jak sprzętów do uprawiania sportów (kwarantannowe zazdro). Moim faworytem wśród tych różnych trampolin, drabinek i tablic z koszami jest tutaj gimnastyczny kozioł, którego zauważyłem niedawno. Kozioł, kurwa. W szkole nikomu się nie chce przez to skakać, przyrząd zawsze uważałem za złośliwość wymierzoną w normalną młodzież, która chce na wuefie pograć w piłę, a tutaj – proszę, ktoś to z własnej woli nabył, zapłacił za to prawdziwymi pieniędzmi i nawet raz widziałem, że na tym ćwiczy. Szanuję. Jak każdą zupełnie mi obcą kulturę. 

Tyle w kwestii aranżacji sportowych. Mamy też aranżacje utylitarne, wśród których królują drewutnie. Ich eleganccy właściciele pojawiają się na ogrodzie sporadycznie, zwykle ze stylowym koszem na drewno. Zwykle ładują polana w rękawiczkach i pozdrawiają uprzejmie spotkanych sąsiadów. Po czym śpieszą do swych eleganckich apartamentów, gdzie po dołożeniu do kominka, zwykle rozbierają się do naga i z kieliszkiem wina w ręku kładą się na skórze z niedźwiedzia, słuchając Barry’ego White’a. True story. 

Z tymi drewutniami w przypadku jednego z sąsiadów to zresztą taka zmyła. Wszyscy wiemy, że pali wyłącznie pieprzonymi oponami. Nie wiadomo tylko, skąd on ich tyle bierze, prawdopodobnie ma gdzieś zakład wulkanizacyjny na boku. 

No ale – jak już pisałem, pokaż mi swój ogród, a powiem ci, jakim jesteś ojcem czy jakoś tak. Nikomu nie zazdrościłem w życiu tak bardzo, jak dwójce chłopaków trzy bramy dalej, których stary w ogródku, obok grilla, huśtawki i trampoliny wybudował im – usiądźcie – statek piracki z wieżą i dwoma kołami steru. Gdybym nie był starym łysym gościem, to pewnie spróbowałbym się z nimi zaprzyjaźnić i jakoś wkręcić na ten statek. Niestety dziś przypominam pirata bardziej niż w dzieciństwie planowałem i mój abordaż mógłby wyglądać niepokojąco. Pozostaje droga oficjalna. Dlatego – Drogi Sąsiedzie, jeśli to czytasz i zastanawiałeś się kiedyś nad adopcją młodego, dobrze się zapowiadającego trzydziestopięciolatka – odezwij się. I przymocuj dla mnie trzecie koło. 

Aranżacje grillowe to kolejny silny trend, do tego bardzo głęboko zakorzeniony w polskiej kulturze. Grille przenośne à la promocja w Biedronce, zabudowane grille, które obrażają się, kiedy nazwiesz je inaczej niż barbeque, do tego ławeczki, popielniczki, leżaczki, stojaczki na browarki… Co ciekawe, mimo takiej popularności grilli, stosunkowo rzadko widzę, aby jakiś sąsiad z nich korzystał. Być może trudno jest się wyczilować, kiedy nieposiadający ogródka sąsiedzi zazdrośnie lampią się na ciebie przez okno i układają w głowie kolejne złośliwości na twój temat. Nie, nie mam nikogo konkretnego na myśli. 

Oczywiście wolę te budowle od wiatopodobnych konstrukcji utkanych ze starych bannerów reklamowych. Z jednej takiej budki najpierw przez półtorej roku straszył mnie dawny kandydat na senatora, po to by po REWITALIZACJI WIATY ustąpić miejsca reklamie jednego z dilerów samochodowych. I ta promocja trwała przed moim oknem przez kolejne trzy lata, dopóki kwaśne deszcze nie wyżarły farby i nie zmieniły wrzaskliwych kolorów reklamy w uspokajającą biel płótna bannerowego. Jestem podatny na marketing, więc auto kupiłem, a na senatora głosuję nawet na spotkaniach wspólnoty mieszkaniowej. 

No i tak. Bannerowa wiata należy do pana Dzieńdobrysąsiedzie! – uprzejmego starszego jegomościa, który zawsze się uśmiechnie, poda rękę, zapyta, co słychać i gdzie byłem, kiedy mnie nie było. Gość zajmuje wysokie miejsce w moim rankingu TOP 5 Ulubionych Sąsiadów. Ale właśnie – i tu wracamy do kwarantannowych przemyśleń ogródkowych i życiowych refleksji na temat przyjaźni w sąsiedztwie. 

Facet ma już cztery razy większy ogród niż to legalnie możliwe.

Niestety, „legalnie” to nie jest słowo, którym posługujemy się na Sępolnie. Zwłaszcza, że od wczesnej komuny po późną pandemię kolejne władze tego kraju kierują się credo: „najebmy tyle ograniczeń i regulacji, że sami nie będziemy w stanie się do tego stosować”.  A że nie ma cwaniaka nad Polaka, to czemu tu się właściwie dziwić?

No i tak jak lubię pana Dzieńdobrysąsiedzie!, tak muszę przyznać, że rozmach, z jakim podbijał kolejne ogródki w miarę wymierania swoich rówieśników kładzie się na tej sympatii pewnym cieniem. Dlatego gdy wyjeżdżam, zostawiam zapalone światło i proszę młodsze rodzeństwo, aby wpadali do mnie na chatę. 

Inaczej po powrocie mógłbym zastać swoje mieszkanie przyłączone do mieszkania sympatycznego sąsiada. A aż tak się jeszcze nie lubimy. Choć z drugiej strony – może mógłbym wtedy korzystać z ogródka.

4 komentarze
  • Ania Masheimer
    Posted at 23:21h, 04 maja Odpowiedz

    “Dlatego – Drogi Sąsiedzie, jeśli to czytasz i zastanawiałeś się kiedyś nad adopcją młodego, dobrze się zapowiadającego trzydziestopięciolatka – odezwij się. I przymocuj dla mnie trzecie koło. ” 😂 You make my day🙈

    • koosby
      Posted at 22:31h, 05 maja Odpowiedz

      glad to hear that 😉

  • Tomasz Woźny
    Posted at 09:08h, 06 maja Odpowiedz

    Michał, ja Ci zawsze powtarzałem, żebyś jebnął w pieruny to całe pisarstwo i został korsarzem. Nie jakimś tam trzecioligowym piratem, ale korsarzem właśnie. Albo bukanierem. To brzmi dumnie. Morza na Sępolnie jak na lekarstwo, ale do Odry masz rzut beretem. Będziesz z wody łupił ogrody sąsiadów.

    • koosby
      Posted at 14:37h, 06 maja Odpowiedz

      może bukanierem-bukinistą?

Zamieść komentarz