O studiowaniu filozofii czyli sztuki zadawania pytań - Koosby
Arystoteles

O studiowaniu filozofii czyli sztuki zadawania pytań

Szkoła nie jest sprawiedliwa. Przekonałem się o tym boleśnie, kiedy lata temu po maturach wyszło, że dwudziestu pięciu chętnych na miejsce to nieco za gęsty tłum, aby się fartem przecisnąć na stosunki międzynarodowe. Zwłaszcza, kiedy się nie przeczytało nawet całej literatury potrzebnej do egzaminu. 

Jak mawiali starożytni coachowie, „Porażka nie czyni cię przegranym. Ale może uczynić cię studentem filozofii”. No więc mnie uczyniła. 

Nie wiedziałem wtedy zupełnie, czego się spodziewać – co się właściwie na tej filozofii robi? Od różnych cwaniaków słyszałem tylko, co się robi PO filozofii – macha łopatą albo ładuje kapustę do knyszy. Szybko nauczyłem się odpowiadać z platońska, że lepiej być najlepszym knyszowym niż przeciętnym specjalistą od zarządzania, a w ogóle to kto mi udowodni, że ta knysza w ogóle istnieje. No ale, zanim napakowałem sobie głowę podobnymi praktycznymi mądrościami, musiałem zaliczyć chrzest bojowy zwany też historią filozofii starożytnej. I z tej okazji dwie anegdotki.

Pierwsze nasze ćwiczenia z filozofii ever. Prowadzący – młody, zdolny doktor. Kazał nam przeczytać fragment „Fizyki” Arystotelesa. Arystoteles to był taki zdolny syn lekarza, który znał się na wszystkim. Na pewno kojarzycie, w każdej paczce jest ktoś taki. 

W każdym razie – młody pan doktor poważnym głosem zapytał nas, świeżych i niewinnych pierwszoroczniaków, czy przeczytaliśmy. A kiedy uzyskał twierdzącą odpowiedź, zadał pytanie, które raz na zawsze uświadomiło mi, na jakie studia trafiłem. 

„No dobrze. To co jest niesamowitego w wyrastaniu z nasion?”. 

Koniec. 

Pamiętam, że popatrzyłem tylko na kumpla, który miał tak samo rozdziawione usta jak ja. Przez chwilę zastanawiałem się, czy przypadkiem nie zacząłem studiów na Hogwarcie, ale staram się nie biegać po peronach, zwłaszcza, że Główny był wtedy przed remontem i panował tam niezły syf. 

Uczciliśmy to pytanie minutą zakłopotanej ciszy, aż wreszcie ktoś odważny nieśmiało wybąknął, że „jedna materia zmienia się w drugą”. Doktor zapisał to na tablicy. Uff. I w ten oto sposób zaczęliśmy powoli, powoli poznawać świat oczami Greków sprzed kilku tysięcy lat. A miało nas to przybliżyć do ich sposobu myślenia. Genialne.

Innym razem pewna sympatyczna koleżanka zasnęła w pierwszej ławce. Powiedzmy to sobie uczciwie – dało się na tych zajęciach zasnąć, mi też się zdarzało. No i kiedy koleżanka wchodziła w fazę REM, my próbowaliśmy wejść do głowy Heraklitowi z Efezu. Ziomek, niesłusznie nazywany „starożytnym Coelho” za swoje „wszystko płynie” i „nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki”, miał też kilka całkiem rześkich i rewolucyjnych poglądów. Jak na przykład teoria, że wszystko powstaje z ognia i w ogień się zmienia. Być może stąd dobry staropolski zwyczaj wrzucania niepotliwych dzieci na trzy zdrowaśki do pieca. 

No i rozprawiamy tam sobie, koleżanka śpi snem sprawiedliwego pod nosem wykładowcy. Wtem niestety – nagle się budzi. A zaraz potem podnosi palec i zgłasza się. I ja już czuję, i wszyscy to czujemy, że robi się niebezpiecznie. Bo zadawanie pytania na zajęciach z historii filozofii starożytnej to nie jest pierwsza rzecz, którą człowiek robi dwadzieścia sekund po przebudzeniu.

– Przepraszam – pyta zaspana koleżanka – ale czy to naprawdę tak jest, że wszystko powstaje z ognia i w ogień się zmienia?

Cisza. Słychać świst wiatru. Otwierają się drzwi i przez salę przetacza się kilka uschniętych krzewów, jak w rasowym westernie. Mierzą się wzrokiem z wykładowcą, on uzbrojony w akademicką wiedzę, ona w naiwną świata ciekawość. W końcu po sali roznoszą się nasze parsknięcia, płynąc niczym meksykańska fala.  

A młody doktor zamyśla się tylko. Gładzi zarost, jak to ma w zwyczaju, i bez cienia ironii spokojnie odpowiada:

– No ja osobiście tak nie uważam. 

Za tę kamienną twarz wtedy i szczery szacunek do jej pytania, poważam tego wykładowcę po dziś dzień. 

I choć felieton może głupkowaty, to puentę mam tym razem poważną, bo czegoś tam się jednak nauczyłem. Filozofia to sztuka zadawania pytań. I nie, nie jest tak, że nie ma pytań głupich. Ale mądry człowiek rozumie, że lepiej zadawać niemądre pytania niż nie zadawać żadnych. 

Brak komentarzy

Zamieść komentarz