O niebieskich ptakach, które nie chcą się brać do roboty - Koosby
ptak_spiewa

O niebieskich ptakach, które nie chcą się brać do roboty

Wiosna. Zasypiasz przy otwartym oknie. Budzi cię chór ptasich treli, do których solo co jakiś czas wygrywa na gumówce remontujący sąsiad. Chciałoby się wyjrzeć przez okno i pozdrowić pracowitego sąsiada staropolskim „Musisz tak napier… od rana?!” ale jest czerwiec, ta wiosna zdążyła cię już doświadczyć na wiele sposobów i wiesz, że to do kogoś innego powinieneś się rano przyjebać. 

Ptaki. A właściwie, skoro je słyszę, to znaczy, że to nie są ptaki. To są nieroby. Bumelanci. Artyści od siedmiu boleści. Zamiast wziąć przykład od pracowitego sąsiada, wyśpiewują jakieś skomplikowane harmonie, za które nikt nie da im nawet paska słoniny na zimę. A mogłyby się wziąć do roboty. Sam mam dla nich pracę, dogadamy się w kwestii słoniny i okruszków. Mogę nawet sklepać jakiś karmnik. Tylko bez toi-toia na moim parapecie. 

Ale najpierw, drogie ptaki – zamiast śpiewać, zajmijcie dzióbki ich pierwotnym przeznaczeniem. Tym, za co naprawdę was kochamy. Bo co jest fajne w ptakach? Że latają i śpiewają! – powie przedszkolak. Tak, ale nie o to pytam, smarkaczu – odpowiem ja. Nagrywają hiciory z Varius Manx i Stanem Borysem! – obruszy się starszy ptak z podwórka, aby usprawiedliwić codzienne próby pod moim oknem. No niby tak, ale – sfruńcie na ziemię, nie każdy rodzi się orłem i nie każda jaskółka ma na dzielni ksywę „Czarny Sztylet”. 

Drogie skrzydlate, weźcie przykład z najbardziej rozwiniętego z gatunków. Większość ludzi rozumie, do czego zostali powołani przez Boga/Naturę/Rodziców. Do przekładania papierów w korpo, szalonej konsumpcji i pchania świata w kierunku klimatycznej zagłady. Proste, nie? To tylko brzmi skomplikowanie. Więc fajnie, jakby każdy się zajął tym, co umie najlepiej. 

A w waszym przypadku jest to – uwaga – polowanie na owady. I ewidentnie poświęcacie na to za mało czasu. Wystarczy, że zrobi się cieplej i na moje drugie piętro wdzierają się całe eskadry i bataliony najeźdźców w chitynowych pancerzach. Co musi się dziać na parterach? 

Tam nie ma, że jakieś mrówki, pająki, osy czy mole nieśmiało próbują sobie uwić gniazdko. One się oficjalnie wprowadzają, dokładają do czynszu i awanturują na spotkaniach wspólnoty mieszkaniowej. Sąsiadki z dołu już dawno nie spotkałem, natomiast parę dni temu widziałem, jak stado mrówek wnosiło po schodach skrzynkę zepsutych jabłek do jej mieszkania. Pewnie znów wpadają owocówki i znów będzie mnie budzić ich pijackie bzyczenie. 

Zatem drogie ptaki, to nie może dłużej trwać. Fajnie was słyszeć od rana, ale w obecnej sytuacji brzmi to dla mnie tak, jakby dozorca olał sprzątanie klatki i jeszcze ułożył o tym piosenkę i grał ją siedząc na brudnych schodach. Trochę wyczucia. Wybierzcie wśród swoich paru z najlepszym głosem, a reszta niech porzuci marzenia o karierze muzyka i zajmie się czymś bardziej przyziemnym i pożytecznym. 

Tyle dzisiaj. Trzeba się brać do roboty, bo znów pół dnia przegrałem na gitarze i mam tyły. 

Brak komentarzy

Zamieść komentarz