Książki, które doczytałem do końca w 2020 - Koosby
ksiazki_2020

Książki, które doczytałem do końca w 2020

Niby rok taki, że nic nie robić, tylko czytać, ale jakoś nawet do lektur nie miałem szczęścia w tym roku. Rekordowo dużo książek odłożyłem po przeczytaniu kilkudziesięciu stron, do kilku pewnie jeszcze wrócę, do kilku innych na pewno nie. Skończyłem raptem kilkanaście pozycji, a do polecenia wybrałem tylko pięć tytułów, w tym komiks, poradnik i klasyka, którego czytałem kolejny raz. Nie ma co narzekać, lecimy, zaczynając od tej, którą polecam najbardziej.

Zasady – Ray Dalio
Z poradnikami jest tak, że ten sam tytuł jednemu wywróci w głowie, a drugi machnie ręką i powie „przecież ja to wszystko już dawno wiem”. „Zasady” są różnie odbierane, ale na mnie od lat żadna biznesowa książka nie zrobiła takiego wrażenia. Czytałem po kilka stron dziennie, zawsze z długopisem w ręku. Lektura „Zasad” realnie zmieniła mój sposób podejmowania decyzji – życiowych i biznesowych. Dalio to amerykański inwestor, założyciel Bridgewater Associates, największego funduszu hedgingowego na świecie. Miliarder, bywalec listy 100 najbogatszych wg Forbes. I raczej sam napisał tę książkę, bo od lat ubogacał swoimi „zasadami” pracowników firmy. Brutalnie logiczna i niebezpiecznie przenikliwa pozycja. 

Taśmy rodzinne – Maciej Marcisz
Na fotce jej nie ma, bo książka była pożyczona, a szkoda, bo zdobi ją jedna z najlepszych polskich okładek, jakie widziałem. Debiut Marcisza ujął mnie oryginalnością i realnością tematyki – zamiast setnej książki o uciskanych mamy życiowy obraz zamożnej polskiej rodziny, która dorobiła się w początkach kapitalizmu, zaczynając – a jakże – od bazarowego handlu. Fajnie, że życiowo, fajnie, że o konsumpcjonizmie. I fajnie, że ma się wrażenie, że autor wie, o czym pisze. 

Playback – Raymond Chandler (czytane po raz drugi czy trzeci)
Love reactions only. Za styl. Za z jednej strony: „obiekt okazał się tak łatwy do namierzenia, jak kangur we fraku”, a z drugiej za poetyckie: „Kto? Nikt, siostrzyczko. To tylko ktoś potknął się w ciemności” o wiszącym na sznurze narkomanie-samobójcy. Ostatnia powieść mistrza noir, lekka, ale nie na tyle, aby się czasem nie zatrzymać i nie zadumać na chwilę. Jak wszystkie książki Chandlera, zwiększa zapotrzebowanie na tytoń i whisky. 

Nick Cave: Mercy on me – Reinhard Kleist
Nie znam się na komiksach, ale dzieło Kleista udowadnia, że biografie muzyków czasem lepiej da się oddać w zmyślonych obrazkowych historyjkach niż w czystym tekście. „Bliższy prawdzie niż jakakolwiek biografia” – napisał o komiksie sam Cave. Podróż. Po prostu podróż. 

Wybór Zofii William Styron
Oj namęczyłem się przy tej książce, ale że polecał znający się na literaturze kumpel, to nie chciałem odpuścić. Świetny, choć jak dla mnie nieco zbyt obfity styl, odważna i przemyślana konstrukcja. Lektura “Wyboru Zofii” to przede wszystkim ciekawe doświadczenie dla Polaka – wydana w 1979 roku książka opowiada historię z Holocaustem w tle i robi to w taki sposób, że nieraz określa się ją jako pozycję antypolską. Fakt, bywa to irytujące, kiedy w nasze piersi próbuje się bić Amerykanin, ale uważam, że warto się z tą książką zmierzyć. Aby lepiej sobie uzmysłowić, jak inaczej w każdym kraju uczy się historii i jak inne kraje mogą nas postrzegać. 

No i tyle tego. Szampańskiego mimo wszystko Sylwestra i lepszego 2021 roku Wam życzę. Howgh!

Brak komentarzy

Zamieść komentarz